Halina Rybak-Gredka

Przeskocz nawigację.

(14-10-2005, 17:10) Edukacja

„Poznacie ich po owocach”
(Mt 7,16)

Chwila stosowna, aby napisać o edukacji. W dniu Święta Edukacji Narodowej dość cicho o tym, co tak ważne dla przyszłości. A przecież zgodnie ze stwierdzeniem Andrzeja Frycza Modrzewskiego „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Słowa te warto znowu powtórzyć, pytając samych siebie o wymiar naszego wkładu w budowanie przyszłości, poprzez edukację oraz wychowanie dzieci i młodzieży. Warto zauważyć, że znaczenie tych słów, postrzeganych jako archaizm dziejów, można osadzić także w realiach teraźniejszości i odkryć ich uniwersalną prawdę. Nie inaczej jak tylko - późniejsze pokolenia są właśnie owocami pracy i wychowania swoich przodków.


Myślę, że jednym z podstawowych zadań nauczyciela jest utrwalenie u uczniów skłonności do dobrej pracy, spełniania całokształtu obowiązków, nie tylko szkolnych oraz umacnianie pozytywnego nastawienia. Nieocenionym źródłem motywacji jest ukazanie młodym ludziom perspektyw, pomoc w wyznaczaniu celów oraz umacnianie w wysiłkach, by konsekwentnie je realizować.No i oczywiście empatia przez duże E. Niezbędny jest życzliwy stosunek nauczycieli do uczniów i dobre rozumienie motywów ich postępowania, a także poznanie warunków życia swoich wychowanków. My, pedagodzy chcielibyśmy, aby nasi uczniowie posiadali rzetelną wiedzę, ale obok tego, by cechowała ich humanitarna postawa, by byli prawymi ludźmi, którzy potwierdzaliby czynem swoje przekonania oraz dążyli do wzbogacania swojej osobowości. Aby po prostu byli aktywnymi, świadomymi i wszechstronnie rozwiniętymi jednostkami.


No tak. A jacy powinniśmy być my - nauczyciele? W tym świątecznym dniu trudno pisać o sprawach „od kuchni”. Być może, warto by kiedyś było zrobić taką rzetelną analizę i przedstawić stan naszej rzeczywistości od strony „pokoju nauczycielskiego”. Dzisiaj powiem, raczej w kategoriach życzeniowych, o tym, że są pewne szczególne cechy, które warto wypracowywać, aby być dobrym pedagogiem.


Pozwólcie, że rozpocznę ten wątek od pewnej pięknej historii, która swego czasu mnie zafascynowała. Historii 15 –letniego chłopca z siedemnaściorga rodzeństwa, bardzo biednej rodziny, drobnego wytwórcy świec. I ten młodzieniec mógł tylko 1,5 roku chodzić do szkoły, bo nie było pieniędzy. Ale wypożyczał sobie książki i wszystkie podstawy nauk zdobywał sam. Nauczył się 4 języków obcych, a równocześnie od 12 roku życia pracował już zarobkowo. Kiedy miał 17 lat opuścił rodzinną miejscowość i udał się w poszukiwaniu pracy do Filadelfii, zaledwie z kilkoma pensami w kieszeni, przebywając większość drogi piechotą. Tam zatrudnił się jako pracownik drukarni. Interesował się tym, co robi i dzięki swojemu zaangażowaniu został drukarzem, a potem stał się samodzielnym wydawcą. Tak w wieku 42 lat dorobił się fortuny i mógł wycofać się z interesów, aby zająć się tym, co naprawdę lubił. Następne 40 lat życia poświęcił służbie publicznej: uprawiał politykę, zajmował się nauką i był wynalazcą. Historia, którą opowiadam, to historia życia Beniamina Franklina, jednego z najznamienitszych mężów stanu Ameryki, jednego z twórców Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych, a także fizyka i naukowca, którego plasuje się obok Izaaka Newtona (badał elektryczność, dał światu pierwsze koncepcje baterii i kondensatora, wynalazł piorunochron, był pionierem hydrodynamiki, a w wieku 78 lat wynalazł to, co było mu akurat potrzebne – dwuogniskowe szkła do okularów). W wieku 79 lat Franklin spisał swoją autobiografię, w której ważne miejsce poświęcił pewnemu pomysłowi. Pomysłowi, który był, według niego samego, źródłem jego sukcesów i szczęścia. A był to pomysł, na który wpadł będąc jeszcze biednym, nic nieznaczącym, zadłużonym po uszy drukarzem. Otóż, ponieważ głęboko wierzył w stwierdzenie, że „Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają”, założył notesik, w którym wypisał wszystkie cechy, jakie pragnął w sobie rozwinąć. Potem przez tydzień koncentrował się na każdej z osobna. A ponieważ cech było 13, to w ciągu 13 tygodni przeszedł całą listę i powtórzył ją 4 – krotnie w ciągu roku. Franklin często podkreślał, że swój sukces zawdzięczał właśnie tej metodzie.

Znalazło się wielu ludzi, dla których Beniamin Franklin był wzorem do naśladowania, dla których był on niesamowitym autorytetem i którzy postępowali właśnie według planu opisanego w autobiografii. Aczkolwiek, często przetwarzanego w różny sposób, na potrzeby danego czasu bądź pewnej grupy zawodowej. Muszę przyznać, że pokusiłam się o opracowanie takiej listy pożądanych cech współczesnego nauczyciela. Ale o szczegółach już innym razem...


A teraz parę wpowiedzi o nauczycielach:


"Nauczyciele to grupa szczególna. Powinni cieszyć się autorytetem i uznaniem społeczeństwa. Wysoki prestiż zawodu wiąże się nie tyle z wysokimi płacami, co raczej z rzetelną wiedzą, umiejętnościami i postawami. Potrzebna jest równowaga między kompetencjami w nauczanym przedmiocie a kompetencjami pedagogicznymi, między indywidualną wolnością i odpowiedzialnością a pracą zespołową w szkole, wreszcie między doskonaleniem zawodowym a rozwojem indywidualnych zainteresowań, aktywnym udziałem w życiu lokalnym, uczestnictwem w kulturze." Irena Dzierzgowska


"Nauczyciele sami przyczynili się do utraty prestiżu zawodowego i społecznego (to nie tylko pauperyzacja!), sami też powinni podjąć wysiłek w celu jego odzyskania. Państwo powinno ten proces wesprzeć (godnymi warunkami życia i pracy), ale reszta jest w naszych rękach."
Jan Kropiwnicki


"Prestiż i szacunek społeczny nie należy się żadnemu zawodowi z urzędu. Na niego trzeba po prostu zasłużyć. Nauczyciel powinien być osobą zaufania publicznego. Aby taki status uzyskać w oczach współobywateli musi się diametralnie zmienić. Nad modelową sylwetką polskiego nauczyciela należy przeprowadzić szeroką debatę społeczną. W gruncie rzeczy powinna to być dyskusja o etycznym obliczu nauczyciela."Romuald Witczak


[powrót]

Komentarze:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz:




ilość odwiedzin:  1609331