Halina Rybak-Gredka

Przeskocz nawigację.

(03-05-2005, 18:19) Zapach czeremchy

„Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba”
Edward Stachura

Wyczekiwany czas relaksu. I nie tylko…

Wreszcie jest! Biuro stowarzyszenia. We właściwym miejscu. Z okna piękny widok będzińskiego zamku i kościół „na górce”. Obok przyjazny właściciel. W sąsiedztwie dzieci...
Wniesione biurka, krzesła. Pierwsze porządki, pierwsze kwiaty, segregatory. Dokumenty znajdują należne im miejsce. Koniec z domową partyzantką.

Czas na odpoczynek. Jakiś czas dla siebie. Szybko do lasu. Tyle tu piękna w maju. Jest polana. Na trawie jeszcze rosa. Leżę. Ptasi świergot, pląsające wśród liści słońce. Zielono mi. Żółte mlecze. Może by tak wianek i łańcuchy...
Oddycham. Jak dobrze. Grzeje. Sycę się energią słońca. Jeszcze, jeszcze, więcej.
Pachnie. Najmocniej czeremcha. Jak dawno temu w mojej głuszy, na „tylko mojej” bieszczadzkiej polance? Co ja też wygaduję? Tu rzut kamieniem do... Pomarzyć.
Lata mi po głowie ta słowicza piosenka z dzieciństwa. Jej melodia. Jak to było? Jakieś fragmenty: „rozkołysał się czeremchy biały kwiat…a do szczęścia wiedzie ta najkrótsza z dróg, gdy z niej zboczysz już zgubiony szlak…”

Przemierzam ulubione rowerowe ścieżki. Dopiero teraz. Tak jechać i jechać. Zwalniam tempo. Całkiem przyzwoity świat otulony zielenią. I biel kwiecia. W przydrożnych sadach kwitnące czereśnie i wiśnie. I jabłonie, śliwy. Widzę, że też grusze. Spokojnie. Wszyscy zwolnili. Z niektórych balkonów dumnie powiewają nasze biało-czerwone. Święto flagi.

Zielona jest doprawdy zielona. Piękny teren. Pięknie zaplanowany park. Dzisiaj już natura. Bogactwo runa. Soczyste, zielone dywany delikatnie nakrapiane białym kwieciem. Stare aleje. Potęga buków. Jakie to jeszcze drzewa? Córka leśnika. Już nie rozpoznaję? Spacerowicze. Matki i dzieci. Amfiteatr, place, poniszczone rzeźby. Ktoś na rolkach i ktoś nad sadzawką. I na ławkach. Tu też świeci słońce.

Pogoria III. Woda. Wokół brzozowy gaik. Zielono i biało, a w górze włoskie niebo. Alejki, rowerowe ścieżki. Tu ruch. Tak wielu rowerzystów. W każdym wieku. Na piasku plażowicze. W zatoczkach cierpliwi wędkarze. Na wodzie łabędzie i dzikie kaczki. I przybrzeżna, zeszłoroczna trzcina. Zakochane pary. Dźwięczny, radosny śmiech młodości.Od strony Dąbrowy Górniczej (górniczej chyba niegdyś) trzeba nieco spocząć. Z tego zbocza widać cały owal wody. I elektrownię. Dalej na ławce spieczony słońcem kloszard. Odsypia. Tu i tam piją piwo. Ciche rozmowy. Ogólnie wyciszenie, jest pozytywnie. I znowu ścieżka i już tłumy rowerzystów. I ciągle błękitne niebo. Dla wszystkich.

Dwa dni wędrówki - 39 km na liczniku. I czas powrotu. Co widział mój towarzysz podróży? Ktoś mi kiedyś powiedział, że „w każdej głowie inny świat”. Słyszę: „W twojej głowie trzy światy”. Jak by na to nie patrzeć jest pięknie. Zostawić bagaż jutra. Nie być w zasięgu sieci. Przez chwilę…

[powrót]

Komentarze:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz:




ilość odwiedzin:  1607152