Halina Rybak-Gredka

Przeskocz nawigację.

(01-12-2007, 21:35) O współpracy

"Gromadzić w sobie miłość oznacza szczęście, gromadzić nienawiść to klęska."Paulo Coelho

Tym razem będzie trochę myśli o współpracy, którą rozumiem jako wspólne podejmowanie wyzwań, planowanie, wykonywanie zadań, działania na zasadach partnerstwa, wzajemny szacunek, rzetelność w wywiązywaniu się z przyjętych zobowiązań. I oczywiście zaufanie.

Wzajemne zaufanie jest ważnym warunkiem w działaniach zespołowych. Jest to być albo nie być drużyny jako najprawdziwszego teamu. Zaufanie, czyli przekonanie, że druga strona jest uczciwa wobec nas. W swoich zamiarach i działaniach. Nic bardziej nie wzmacnia człowieka niż okazane mu zaufanie. Nic też nie narusza negatywnie wzajemnych relacji tak, jak jego uzasadniona utrata.

Ufać też trzeba oczywiście samemu sobie. I to w pierwszym rzędzie. Budować osobiste zaufanie, to wzmacniać się pozytywnie, pozostawać szczerym, przestawać wstydzić się samego siebie, ale też pokonywać trudności, dokonywać wyborów, podejmować decyzje, nie bać się zmian, upadać i powstawać, być w samym środku życia...

Wierzę, że jeśli ufamy, to dajemy sobie ogromny kredyt we wzajemnych relacjach. I może być to szansą dla wielu, nawet tych, którzy gdzieś już kiedyś zawiedli. Każdy z nas ma prawo do błędów, podobno nie popełniają ich tylko ci, którzy nic nie robią. Osobiście wolę popełniać błędy niż skazywać się na smutną, bezowocną wegetację.

Wielu ludzi postrzega życie jako ciągłą walką, w której gdy ktoś wygrywa, to inny musi przegrać. Polecam zapoznać się z zasadą win – win. Oznacza ona, mówiąc z grubsza, że zwycięzcą jest każda ze stron danego procesu. Przykładowo, gdy w jakimś środowisku zawodowym występują indywidualne sukcesy, to automatycznie wpływa to pozytywnie na wizerunek całego środowiska, co pociąga za sobą inne dobre rezultaty. Od nas zależy czy będziemy pracować według zasady win – win czy wygrany – przegrany.

Oczywiście nie preferuję tu bezgranicznej otwartości względem wszystkich ludzi na Ziemi czy też nieistnienia sfery prywatności. Wszystko we właściwych proporcjach, ze wskazaniem na czyste relacje i otwartość. Rzeczywistość i tak nie chce się zbytnio różnić od słynnej teorii zwanej regułą 80/20 czy zasadą Pareta. Mówi ona, że na 20 procent działań przypada 80 procent jakiegoś wyniku. Przykłady? 20 procent ludzi ma 80 procent zaufania. 20 procent pracowników generuje 80 procent efektów...

Czyli jak to jest z tą współpracą? Ano zdarza się, że nasze zaufanie zawiodły jakieś osoby. Najczęściej są to ci, którzy sami nie chcą ufać do końca. Nie chcą lub nie potrafią. Dlaczego więc mimo wszystko warto ufać ludziom? Bo bez tego nie ma partnerskich, zdrowych relacji międzyludzkich. Nie ma też przyjaźni...

Zastanawiam się, jak to może czasem wyglądać od strony właśnie takiej osoby, która podchodzi do innych nieufnie, wykręca się od odpowiedzialności, próbuje manewrować. Tak naprawdę godzi to w całą współpracującą grupę. Poza tym nie ufając innym, pozostaje tylko zaufanie do siebie. Czy może być ono bezgraniczne? Nie tak łatwo powiedzieć sobie samemu, na przykład, że postępujemy źle, że musimy się zmienić. Nasz umysł pozostaje raczej subiektywny.

Potrzebni są inni ludzie! Zdrowe dla nas relacje w układach towarzyskich, w pracy i poza nią. Jasna sprawa, że zdrowsze, niż te, o których wspomniał w Alchemiku Paulo Coelho:)
„Po co ci był ten rewolwer? – spytał. – Abym mógł ufać ludziom..” I dalej: „Stanę się zgorzkniały i stracę zaufanie do ludzi, bo zawiódł mnie jeden człowiek. Będę ział nienawiścią do tych, co odnaleźli swoje skarby, bo ja sam nie dotarłem do mojego. I zawsze będę dbał tylko o tę odrobinę, którą posiadam, bo jestem za maluczki by mieć cały świat.”

P.S. Dzisiaj zdjęcie, które mi przysłał Przyjaciel WW z notką: "(...)ponieważ ostatni obrazek w Twoim Dzienniku był bardzo nostalgiczny (choć piękny i muzyczny), przesyłam Ci foto bardziej promienne(...)Oto po uroczystościach na Skałce i w Radzie Miasta Krakowa (z aplauzem przyjęto referat Doroty (przyp. Wyspiańskiej – Zapędowskiej) i mój; Biskup Pieronek miał łzy wzruszenia i wycałował mnie) byliśmy zaproszeni do "Rydlówki" na uroczysty bankiet. Cudowni gospodarze: Maria Rydlowa i jej syn przyjmowali nas po królewsku. Witali po staropolsku, po Norwidowsku cudownym chlebem (foto dla Ciebie). Po pewnym czasie goście się rozeszli (Wajdowie: Andrzej i Krystyna Zachwatowicz) a my długo, długo - w ciepełku - gwarzyliśmy sobie z Panią Marią."


[powrót]

Komentarze:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz:




ilość odwiedzin:  1277444