Halina Rybak-Gredka

Przeskocz nawigację.

(12-06-2006, 14:23) Barwy

"Życie każdego człowieka, to bajka napisana ręką Boga" Hans Christian Andersen

„Dziwny jest ten świat”. Tak, tak. Znowu jak bumerang. Powraca ta myśl, że życie jest ciężkie. Trudne. Ale bycie nieszczęśliwym na szczęście ma jedną dobrą stronę – nie jest obowiązkowe. Więc do góry głowa. Kierunek - dobrodziejstwa świata. Nie ciężary. „Dopóki piłka w grze”...

To, co? Jakiś uśmiech!? Tyle razy słyszałam, jak ważny jest on na twarzy. Niezadowolona mina powoduje wprawienie w ruch aż siedemdziesięciu dwóch mięśni. Uśmiech tylko czternaście. W sytuacjach mniej komfortowych warto o tym pomyśleć. I długo się nie przemęczać:)

Migają obrazki. Ostojada. Twarze. Radość ludzi, dawania. I wspominam legendarną już radość Matki Teresy, która mówiła: „Prawdziwa świętość polega na wykonywaniu Bożej woli z uśmiechem.” Ktoś ją kiedyś obserwował, niosącą pomoc ludziom na cuchnących ulicach Kalkuty.
I zauważył, że nigdy nie spotkał nikogo tak radosnego. Zapytał ją:
- Jak siostra może wykonywać tę okropną robotę?
- Okropną robotę? – zdziwiła się – Co pan ma na myśli? Przecież spotkał mnie ogromny zaszczyt. W namacalny sposób służę mojemu Panu.

Praktyczne sposoby na podtrzymanie w sobie, mimo wszystko, radości i dobrych uczuć? Moje są takie: koncentracja na dobrych stronach życia, życie „tu i teraz” oraz służba innym.

I znowu. Pstryk. Wyłączam kanały codzienności. Skoro świt – jeziorko. Leżę pod gołym niebem. Wsłuchuję się w głosy natury. Harmonia dźwięków. Gwarne ptactwo. Wdzięczne, radosne trele. Łagodnie narasta w przestrzeni relaksujący, dźwiękowy pejzaż. A tu nagle jakieś "kuku".
I rechotanie w trzcinach:)

Wewnętrzny zegar bije spokojnym rytmem. Słońce. Jest! Przyjemne i mocne. Jednakowe. Dla wędkarzy. Nurkującej perkozy. Rybitwy, gdzieś z góry polujacej, choćby na "żywca" ledwie już żywego. I szczupaka w przeźroczystej toni, co burzy ciszę wody. I dla mnie.

I kompozycja czasu. Natury. Rozłożyste, wiotkie wierzby. Położone, przygięte na lustro wody. Gałęzie i liście, co muskają bezwietrzną taflę. Połyskliwą, mrugającą wodę. I podtopione kępki, młode pędy. Rosną pochylone. Do wschodu słońca. Nadzieją są zielone. I błękitnawe, jak odbicie nieba.

Źdźbła trawy pachną soczyście. Oddycha nagrzana ziemia. Migotliwe promyki splątane, kolorowe. Połyskuje wszystko! Widzę! Barwy słońca.

Świat na innych obrotach. Rozkołysany w słońcu. Przyjazny. Prawdziwy. Bliski. Dla nas. Tak dobrze się tu czuję. W zgodzie. W rytmie. W połączeniu...

Pod brzózką biały stolik. Westfalski koszyk. I prowiant. Ach, jak smakuje śniadanie! Zwykła bułka. I ser z dziurami. Masło, świeży ogórek. I sól i jajka. Tak po prostu.

Lekki powiew. Szumią. Brzozy, olchy, dębina. Jak echo powracają roziskrzone fale. Muskają ciepłą ziemię. Grają na strunach pobudzonej, skąpanej w słońcu bosej stopy. Oddycham całym ciałem. Rozkołysana w obłokach, wtulam się w barwy. Rozsmakowuję energię i zapachy matki ziemi.

Wracam. Asfaltową, tłoczną. Znowu pędzę. W schludnym ubraniu, zgrabnych butach. W zbiorowym galopie. Przemierzam bezkres. Namacalny. Widzialny – niewidzialny. Już w pół oddechu. Bez zatrzymania. W zawieszeniu. A gdzieś głęboko w samym sercu oka jedna połyskliwa łza...


[powrót]

Komentarze:

Brak komentarzy

Dodaj komentarz:




ilość odwiedzin:  2078403